![]() |
Przyjazd Boston - 1.02.2010 - rozpoczeła się już 5 FLYING EXPEDITION 2010. W samolocie było bardzo wesoło za sprawą Kuby i Rafała. W Bostonie wylądowaliśmy bez większych problemów, jednak na zbiórce po kontroli granicznej okazało sie, ze brakuje nam jednego uczestnika naszej wyprawy , Andrzej miał kilka niewielkich problemów z komunikacją ze służbami imigracyjnymi , ale wszystko zakończyło sie dobrze. Dziś latamy. Laurie jak zwykle przyjęła nas bardzo ciepło, częstując nas czekoladkami i zaproszeniem żebyśmy czuli się jak u siebie ! Ten tunel jest jednak wyjatkowy pod względem gościnności dla klientów! |
![]() |
Dzień 2 Hotel Radisson w Nashua to niewątpliwie miejsce na dobry wypoczynek po pierwszym dniu spędzonym w tunelu , po całkiem niezłym kontynentalnym śniadanku , wszyscy bez wyjątku, w celach odnowy biologicznej zaliczyliśmy basen, jaccuzi oraz saunę, drugi dzień w tunelu rozpoczeliśmy breefingu z Joe Wintersem, oraz zaplanwania przebiegu szkolenia. Proces szkolenia w tunelu to nie taka łatwa sprawa jak się niektórym ze studentów wydawało , trzeba się przyłozyć do latania, co niektórych kosztuje sporo wysiłku! |
![]() |
![]() |
|
Dzień 3 trzy, jednogodzinne sesje latania, wraz ze wskazówkami od Joe Wintersa pozwalają każdemu z nas osiągnąć załozone cele, co daje niemałą satysfakcję z wykonanej pracy w tunelu Sebastian coraz śmielej poczyna sobie w headdownie, Andrzej kręci obroty jak się patrzy, Rafał z Markiem latają w parze RW, Sławimir odkrył zalety backflya. Loty i brefing zakończyliśmy ok 22:00 , a biorąc pod uwagę start o 12:00 to w tunelu spędziliśmy prawie pół doby. |
|
|
Dzień 4 ostatni dzień latania - do wylatania pozostało nam ostatnie trzy godziny. Uporaliśmy się z tym bez większego problemu. Teraz czas na pamiątkowe zdjecia z kolejnego , 5 campu szkoleniowego, obiecaliśmy Laurie ze za rok wrócimy. Porównując umiejetności uczestników FE 2010 przed i po treningu w tunelu nalezy zdecydowanie stwierdzić, ze poziom wyszkolenia zdecydowanie podskoczył do góry. Co nastraja optymistycznie na nowy sezon. Już wkrótce nasze umiejetności zdobyte w tunelu przetestujemy na strefie w Zephyrhills na Florydzie. |
![]() |
![]() |
![]() |
Dzień 5 New York !!!
|
Jeden dzień a wrażeń za cały tydzień !Tak krótko można określić naszą wycieczkę Nowego Yorku ! Cel podróży niezaplanowanie oglądnęliśmy z mostu Waszyngtona prowadzącego do New Jersy ale po krótkim nawrocie , mkneliśmy szybko w stronę dolnego Manhatanu do strefy zero ! Następnie przesiadka do nowojorskiego metra i wizyta w Empire State Building następny cel wyprawy Statu of Liberty - niestety spóźniliśmy się na statek więc pomachaliśmy statule z brzegu. Wizyta w meksykańskiej knajpce na dolnym Manchatanie nie napawała optymizmem ale jedzenie było wyśmienite ! |
![]() |
![]() |
Następnie przesiadka do samochodów i jazda na Times Squere, tu naprawdę kręci się w głowie od neonów telebimów reklam i sklepów. To tu co roku Nowojorczycy witają Nowy Rok i bawią się do rana ! To miejsce robi wrażenie nie mniejsze niż cały Manhatan ! Ulice przepełnione turystami , nowojorczykami , szybkim ale smacznym grilowanym jedzeniem, sprzedawcami pamiątek mówiącymi po rosyjsku! Po prostu miedzynarodowa mieszanka wszyskich światowych kultur. Warto zobaczyć to na własne oczy. |
|
Po wizycie w Nowym Yorku zostało dużo wspomnień i trochę niedosytu, że nie wszystko udało się nam zobaczyć, ale to co widzieliśmy zostanie na dugo w naszej pamięci. do hotelu wróciliśmy o 2:30, ale tylko samochód nr 1 , samochód nr 2 dojechał dwie godziny po nas. Ekipa z drugiego auta postanowiła sobie przedłużyć wycieczkę! ;) Dziś dzień transferowy po południu wylatujemy do Orlando i mamy nadzieje rozgrzać się w słońcu , po tygodniu marznięcia w Nahua!. Nie możemy doczekać się sprawdzenia naszych umiejętności nabytych w tunelu, oraz samych skoków. Nie skakaliśmy od 25 października ubiegłego roku, wiec parcie na skoki mamy ogromne! |
![]() |
|
Dzień 7 ORLANDO - ZEPHYRHILLS Wszyscy zaspaliśmy na hotelowe śniadanie. Był to niewątpliwie skutek późnego przylotu do Orlando oraz długiego nocnego pobytu w knajpce obok tunelu serwującej nawet niezła pizzę. Nie można tego jednak powiedzieć o wystroju wnętrza, który nie zmienił sie od pięciu lat a już wtedy pozostawiał wiele do życzenia. Po szybkim śniadanku w Panderosie wyruszyliśmy do Zephyrhills. Podróż zajęła nam trochę ponad godzinę. Po przybyciu na miejsce i przywitaniu się z naszymi przyjaciółmi z ZH, rozpoczęliśmy przygotowania do skoków. Nasi studenci przeszli trening wznawiający , oraz rozpoczeli przygotowania do zaliczenia egzaminu na licencję B - USPA. Sławimir vel Abgar insrtuktor AFF - rozpoczął szkolenie naziemne.
|
Po szkoleniu wszyscy odwiedziliśmy naszą ulubiona jadłodajnię na Florydzie - czyli Golden Coral , Sławimir doznał lekkiego szoku i obiecał wprowadzić tę markę do Polski, budując pierwszą restaurację na strefie w Mirosławicach, aby wszystkim bratnim duszom spadochronowym udosępnić ten gastronomiczny przybytek.
|
|
Dzień 8 START PROMU Endeavour Dzień rozpoczął się dla nas bardzo wcześnie. Pobudka o 2:30 i wyjazd do Tituttsvlie , bynajmniej nie na skoki. Mamy niesamowite szczęście, że zaplanowany na Niedzielę 7 lutego start promu kosmicznego z przylądka Canaveral został przełożony, ze wzgledu na niepewne warunki atmsferyczne, o 24 godziny - skąd my to znamy !!! Daje nam to okazję do oglądnięcia tego startu na żywo. Nigdy wcześniej podczas naszych wcześniejszych pobytów w Orlando taka okazja się nie trafiła. Nie możemy przegapić możliwości obejżenia startu promu na żywo! Jest ku temu kilka powodów. Pierwszy to, że zaplanowany na dziś start to pierwszy z ostatnch pięciu jakie odbędą się z wykorzystaniem promów kosmicznych w tej technologii. Tak więc jest bardzo prawdopodobne, że już nigdy nie uda nam się zobaczyć takiego widowiska. Drugi to fakt, że ta misja ma polski akcent, bo załoga zabrała ze sobą w kosmos kopię rękopisu utworu Fryderyka Chopina, bo start promu zbiega z 200 rocznicą urodzin naszego kompozytora. |
![]() |
|
Dlatego nie patrząc na porę wsiadamy do naszego pożyczonego Dodga i mkniemy drogą 528 do miejsca, z którego obserwacja będzie najlepsza. Oczywiście nie tylko my mamy taki pomysł co widac na zdjęciu obok. Miłośników startów promów kosmicznych jest znacznie więcej niż przypuszczaliśmy. Powoduje to lekki korek na autostradzie, ale na szczęscie udaje nam się dojechać na miejsce obserwacji na czas. |
|
|
Nie mamy jednak żadnej pewności ze prom wogóle wystartuje! Na nasze szczęście jednak o godzinie 4:14 egipskie ciemnosci, w których stoimy na brzegu zatoki rozświetlają całą okolicę. Jesteśmy pod tak wielkim wrażeniem, że nie wiemy co robić czy robić zdjęcia czy oglądać start. Naszczęście udaje się nam zrobic kilka fotek i nakręcić film z całego startu.
|
|
|
Niesamowite przeżycie staje się faktem ! Najpierw widzimy kłęby pary unoszące się spod promu, następnie prom odrywa się z zadziwiającą lekkością i szybkością. Blask jest na tyle śilny, że mimo obaw o widoczność widzimy wszystko jak nadloni. Do okoła nas rozlegają się brawa i okrzyki GO ! BABY ! GO ! co jeszcze bardziej podkręca atmosferę startu , widzowie klaszczą i krzyczą z entuzjazmem !
|
|
|
Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy tutaj i widzimy to wszystko na własne oczy. Prom wystartował i mknie z zawrotną prędkością po chwili widać jak odzielają się puste już zbiorniki na paliwo stałe. Teraz prom to tylko jaskrawy punkt na ciemnym niebie, który maleje z sekundy na sekundę - start udany ! Coś niesamowitego ! trudno to opisać ! My wracamy do hotelu aby się wyspać ! |
|
Dzień 9 Mimo złych prognoz pogodowych jedziemy na strefę w Zephyrhills. Mamy nadzieję, że strefę ominą opady deszczu. Oprócz dokończenia szkolenia,mamy zamiar zrobić drobne zakupy spadochronowych gadżetów. Po przyjeździe na strefę okazuje się niestety, że złe prognozy sprawdzają się. Tak więc po zrealizowaniu pozostałych planów jedziemy na obiad - wiadomo gdzie, a następnie wracamy do Orlando. W zwiazku z faktem, że mamy dużo czasu nasza ekipa laduje na hotelowym basenie. Tu już tradycją stało się, że Juli ląduje w basenie w ciuchach !!! po zakończeniu zabaw w basenie wszyscy grzecznie idziemy spać. w planach mamy wczesny wyjazd na skoki do Zephyrhills.
|
|
|
|
Dzień 10 wyjazd spod hotelu nawet punktualnie jak na naszą ekipę 8:23 mkniemy "Interstate nr 4" do Skydive City - na niebie BLUE SKY aż miło. Po przyjeździe okazuje, że pogoda nas nie rozpieszcza. Wiatr wiejący z prędkością 50 mph skutecznie uziemił wszystkich skoczków. Marek i Andrzej pod okiem Sławimira układają Navigatora - bo navigatory chodzą tu w każdym wylocie ;) - ponieważ prognozy są lepsze na drugą połowę dnia podejmujemy decyzję, że jedziemy do Clearwater - to miejscowość oddalona o ok. 25 mil od ZH nad zatoką meksykańską. Ocean, palmy, luksusowe jachty potężne fale w pieknym słońcu Florydy wygladają wspaniale. Sławimir , Juli i Kuba, są pod wrażeniem tego miejsca. Sami zresztą zobaczcie w naszej galerii. Ale czas wracać mamy informację z ZH, że pogoda sie poprawiła a na strefie szykują się do pierwszeg wylotu. Wracamy szybko aby załapać się na jakiś wylot. Udaje nam się zapisać do trzeciego wylotu , krótkie przygotowanie i lecimy Twinotherem, po 10 minutach lotu Marek, Rafał , Sławimir i Ja wypadamy w końcu z samolotu. Pierwszy skok w sezonie 2010 przebiegł prawidłowo! wszystkim ciśnienie trochę zeszło. Jutro pogoda super , jedziemy skakać !!!
|
|
Dzień 11 Wcześnie rano wyjechaliśmy na skoki do ZH, blue sky na niebie, zapowiadał sie fajny dzień cały skoczny. Po przyjeździe szybko zorganizowaliśmy sobie miejsce w jednej z namiotowych układalni i rozpoczęliśmy przygotowanie do skoków. Trzeci samodzielny skok Andrzeja odbył się na amerykańskiej ziemi. Rafał korzystał w pełni z pogody i możliwości poskakania w ZH. Niestety Marek z Kubą vel "Forfeeterem" nie dojechali na strefę bo jeden z uczestników naszej wyprawy Mariusz wymagał pomcy medycznej w związku z lekką kontuzją jakiej doznał w hotelu. Tak więc Kuba i Marek zostali oddelegowani do udzielenia pomocy poszkodowanemu. Z relacji Kuby wynika, że akcja udzielenia pierwszej pomocy w hotelu w Orlando przez slużby medyczne wyglądała jak w filmie! Jednak jak się później okazało, w co nie mogę uwierzyć, nie była to jedyna akcja ratownicza dla uczestników naszej wyprawy tym dniu. W tym czasie w ZH Andrzej wykonywał swój drugi skok na amerykańskiej ziemi, a Rafał testował w powietrzu swoje umiejętności nabyte w tunelu.
|
|
|
Niestety w trakcie lądowania wylotu nr 8 w tym dniu, okazało się, że kolejny uczestnik naszej wyprawy Rafał musi przetestować sprawność działnia służb ratowniczych w USA. Krótko mówiąc lądowanie Rafała nie było katalogowe. Dalej wszystko odbyło się zgodnie z procedurą najpierw spadochronową ( rączka w górze i machamy) to znaczy - nie mogę sam iść!, a następnie nastąpiło wykręcenie numeru 911 i po niecałych 3 minutach na lotnisku pojawił się wóz straży pożarnej następnie ambulans i radiowóz policji ZH. Nie wierzyłym w to co się działo! Nasz Rafałek wpisał sie w znane polskie przysłaowie ...gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie .... - sami sobie dopowiedzcie. A dalej to już jak w znanych z TV serialach ER lub Dr House |
|
To co działo sie na izbie przyjęć w wyniku aktywnej postawy naszego kolegi Rafała tylko ze wzgledu na scenerię przypominało izbę przyjęć szpitala w Zephyrhills. Po za tym to był jakiś odcinek serialu kabaretowego!!! Okazało sie, że izbie przyjęć znają takie przypadki( skydiverów z ZH ) Więc przejęcia nie bylo żadnego i zaczeło się !!! . Pierwsze pytanie, które zadali Rafałowi to, czy samolot, którym leciał zepsuł się w powietrzu. Rafał oczywiście przy pierwszym zapytaniu z poważną miną odpowiedział - nie i zaraz padło - to dlaczego skakałeś ze sprawnego samolotu!!! - Naliczyłem skrominie 5 osób , które zapytały się Rafałka po 3 takim samym pytaniu zorientowaliśmy się, że jadą nam po rajtkach! Rafał postanowił nie być dłużny i mimo poważnej sytuacji, smutno na izbie przyjęć szpitala w Zephyrhills nie było. Resztę informacji zostawię na opowieści po skokach w nowym sezonie. |
![]() |
|
|
Dzień 12 Prognoza pogody sprawdziła się. Leje jak z cebra! W związku z tym faktem jesteśmy zmuszeni odpuscić skakanie. Realizujemy zajęcia w podgrupach. Część ekipy jedzie do ZH do Rafała, który podawany jest opiece medycznej, żeby mu nie było smutno. ( co tam się działo - to też zachowam na później - ale moge napisać, że było wesoło) Reszta z nas korzysta ze złej pogody udając się do Wonder Works - takiego domu postawionego na dachu, który jest atrakcją turystyczną w Orlando przy International dr. , a następnie lądujemy na lunchu, który został uwieczniony przed zjedzeniem na zdjeciu obok. |
|
Dzień 13 Po przejściu ciepłego frontu, pogoda blue sky, jednak wieje za mocno dla studentów na skoki decydują się głównie tandempiloci. Andrzej uziemiony naturalnie , a my obserwujemy jak walczą z wiatrem tandemy i dajemy sobie na wstrzymanie. Na jutro prognozy są zdecydoawnie lepsze. Kuba wędruje po krzaczorach a efekty jego polowania zobaczycie w galerii. Po całym dniu spędzonym na strefie i drobnych zakupach w sklepie spadochronowym. czekamy na Rafała, którego zabieramy do Orlando. Z nadzieją na jutrzejsze skakanie wracamy do hotelu. |
![]() |
|
|
Dzień 14 Od rana pogoda wymarzona na skoki, Blue Sky, aż miło! Jedziemy na skoki, po dotarciu na miejsce łapiemy sie na 5 wylot, krótkie przygotowanie sprzętu i lecimy do góry. Sławimir w roli Instruktora AFF i Andrzej i Ja. Po pierwszym skoku w tym dniu udaje nam się załapać na kolejne 3 wyloty. Andrzej zalicza w każdym z nich poszczególne kategorie z programu USPA ,a na koniec dnia zalicza kurs AFF, Ja z Markiem skaczemy razem. To 50 skok Marka i licencja B zaliczona , po powrocie do Polski wyślemy dokumenty na licencję do USPA. Po udanym dniu na lotnisku wracamy do hotelu. |
|
Dzień 15 Na dziś zaplanowaliśmy wycieczkę do Kennedy Speace Center, jako jeden ze stałych punktów programowych naszych wypadów do Orlando i wizytę w parku rozrywki Universal Studio. Co widzieliśmy i jak się bawiliśmy zobaczycie w naszej galerii
|
|
![]() |
Dzień 16 Ostatni dzień naszego pobytu w Orlando i ostatni dzień Flying Expedition 2010. Czas na ostatnie zakupy w outletach oraz w sklepie spadochronowym w ZH. Ostatnia chwila na wysłanie kartek z życzeniami. Rzutem na taśmę odwiedzamy OLD TOWN. Powrót do hotelu i pakowanie walizek zajmuje nam resztę wieczoru. jutro wracamy do kraju. |
|
Powrót Pobudka o 5 rano, pakowanie walizek do aut i ... okazuje się, że wiekszości z nas po blisko trzech tygodniach przybyło po ok jednej walizce. To zmusza nas do wyjazdu na lotnisko na dwie tury. Wschód słońca obserwujemy z samochodu jadąc w kierunku International Airport Orlando. Pomagamy Rafałowi zapakować się do auta. Kuba i Sławimir z delikatnoscią słonia obchodzą się z Rafałem, jak tak dalej pójdzie to nie obejdzie się bez kolejnej pomocy medycznej- aż się boje pomyśleć co bedzie dalej. Na lotnisko docieramy bez żadnych problemów. Przy check in-e jak zwykle trochę zamieszania, ale po jakimś czasie udaje się wszystkich odprawić i nadać bagaże. Uff!!, można chwilę odetchnąć przed podróżą. Kolejna wyprawa, mamy nadzieję za rok i wtedy możesz się do nas przyłączyć, aby wspólnie z nami uczestniczyć w kolejnym szkoleniowym campie spadochronowym. Teraz wracamy, do swoich codziennych obowiązków. Sezon rozpoczyna się wkrótce trzeba się do niego przygotować!!! |
na lotnisku w Orlando
na lotnisku w Bostonie godz. 6:28pm przed lotem powrotnym!!!
|
Wszystkim uczestnikom wyprawy serdecznie dziekuję! Autorami zdjeć zamieszczonych na blogu i w naszej galerii są : Kuba vel FOURFEETer, Sławimir , Andrzej , Paulina.












































